COVID-19 szansą dla tymczasowo aresztowanych

Rzeczywistość

Rozpoczynając jakąkolwiek dyskusję na temat środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania, należy mieć świadomość, że instytucja ta funkcjonuje w dwóch niezależnych od siebie wymiarach, tj. teoretycznym i praktycznym.

Ujmując rzecz syntetycznie, teoria wskazuje, że areszt ma zabezpieczać prawidłowy tok postępowania karnego, a więc przeciwdziałać jakimkolwiek próbom matactwa procesowego ze strony podejrzanego bądź oskarżonego. Teoria akcentuje także, że tymczasowy areszt, jako najsurowszy środek zapobiegawczy winien być stosowany wyjątkowo, a przesłanki decyzji izolacyjnej nie mogą mieć charakteru hipotetycznego.

Tyle o teorii, gdyż praktyka od dawna pozostaje w sprzeczności z powyższymi założeniami. Publikowane w ostatnich latach statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości wskazują bezspornie, że problem tymczasowego aresztowania ma w Polsce charakter systemowy. Z roku na rok dostrzegamy rosnącą liczbę wniosków o stosowanie izolacji. Nie zmienia się natomiast procent akceptacji tych wniosków przez Sądy, stale utrzymujący się na poziomie ok. 9 na 10 rozstrzygnięć na niekorzyść podsądnych.

Niestety, jako adwokat mający za sobą udział w wielu posiedzeniach aresztowych, z przykrością muszę stwierdzić, że powyższe dane bynajmniej nie świadczą o jakości wniosków aresztowych, lecz o nieprawdopodobnym automatyzmie z jakim spotykamy się w postępowaniu decydującym o tak podstawowym prawie każdego obywatela, jakim jest jego wolność. Bezkrytyczne podejście sądów do wniosków prokuratury nie zmienia się, pomimo niedających się już policzyć spraw, jakie Polska przegrała przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, bijąc się w niechlubnych statystykach z takimi państwami jak Rosja czy Turcja.

Z całą stanowczością można dzisiaj stwierdzić, że o prawdopodobieństwie zastosowania aresztu nie świadczy rzetelna analiza dowodów zebranych przez prokuraturę czy poprawność stawianych zarzutów. Zależność jest bowiem prosta. Im większa sprawa, im poważniejsze zarzuty, tym ryzyko pozbawienia wolności wzrasta. W sądach zdaje się bowiem panować przekonanie, że bezpieczniejszą decyzją jest zastosowanie najsurowszego środka zapobiegawczego, aniżeli środka o charakterze wolnościowym. Dotyczy to zwłaszcza spraw głośnych medialnie, których materia nierzadko jest skomplikowana i trudna do opanowania w krótkim czasie, jaki Sąd ma na podjęcie decyzji w sprawie wniosku aresztowego. Do tego dochodzi „żądna krwi” opinia publiczna, która przecież „wie najlepiej” czy ktoś zasługuje na izolację, czy nie. Usprawiedliwieniem powyższych działań jest wykształcone na tę okoliczność orzecznictwo sądowe, które chyba wbrew intencjom jego autorów stawia sąd w roli przysłowiowego kwiatka do kożucha. Podnosi się bowiem, że “w postępowaniu w przedmiocie środka zapobiegawczego rola sądu ogranicza się do zweryfikowania istnienia ustawowych przesłanek stosowania tymczasowego aresztowania, a nie obejmuje badania sprawstwa podejrzanych. W postępowaniu incydentalnym niedopuszczalne byłoby rozstrzyganie, które z depozycji współpodejrzanych są wiarygodne, a które godne wiary nie są, gdy dowody są dopiero gromadzone, a relacje współpodejrzanych i świadków weryfikowane (tak np. Sąd Apelacyjny w Krakowie w postanowieniu z dnia 09.08.2018 r., sygn. akt II AKz 405/18) oraz, że badanie kwalifikacji prawnej zarzuconego czynu nie należy do orzekania o stosowaniu środków zapobiegawczych, a do wyrokowania” (zob. postanowienie Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 29 sierpnia 2013 r., sygn. akt. II AKz 338/13).

Wadliwość systemu aresztowego jest znana w Polsce od lat. Szereg instytucji pozarządowych, ale też Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich systematycznie apelują o zmianę nie tyle prawa, co praktycznego podejścia do jego stosowania. Niestety bezskutecznie. System zdaje się być domknięty. Sądom nie przeszkadza ich prowizoryczna rola, Prokuratura chełpi się statystykami, a uczestnikami procesu karnego nie przejmuje się nikt.

Stan epidemii to nowe szanse dla aresztowanych

Okres trwającej epidemii rodzi jednak nadzieję na zmianę tej szarej rzeczywistości i to w oparciu o utrwaloną linię orzeczniczą sądów powszechnych. Zgodnie z jej założeniami, podsądny nie może ponosić negatywnych konsekwencji organizacji wymiaru sprawiedliwości, która wpływa na intensywność prowadzonego postępowania karnego. Wskazuje się bowiem, że:

  • “skoro celem środków zapobiegawczych jest zapewnienie prawidłowego toku postępowania, a w tej sprawie aresztowanie stosuje się, nie prowadząc faktycznie postępowania dowodowego, to aresztowanie oskarżonych nie jest celowe” (Postanowienie Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 8 października 2007 r, sygn. akt .II AKz 461/07),
  • “Sąd Okręgowy wadliwie organizuje rozprawę główną, wyznaczając sesje w zasadzie co dwa miesiące i zakładając wysłuchanie na nich niektórych z czterech zawnioskowanych do tej czynności świadków, zamiast skoncentrować rozprawę w jednym dniu, by można było wyrokować bez zbędnej zwłoki (art. 45 § 1 Konstytucji RP). Skoro nie zmieniono tej metody od ostatniego orzeczenia odwoławczego, to Sąd Apelacyjny nie może uznać aresztowania oskarżonego za niezbędne dla zabezpieczenia niezakłóconego toku postępowania (art. 249 § 1 k.p.k.). Jak to Sąd Apelacyjny wiele razy stwierdzał, oskarżony nie może ponosić skutków wad organizacyjnych postępowania” (Postanowienie Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 21 lutego 2012 r., sygn. akt II AKz 51/12)
  • “tymczasowe aresztowanie oskarżonego nie jest celowe dla zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania (art. 249 § 1 k.p.k.), bowiem rozprawa nie przebiega sprawnie, skoro w ciągu pięciu miesięcy odbyto zaledwie 8 sesji, a kilka z nich bezpodstawnie odroczono bądź zakończono wcześnie (o godz. 11-ej)” (Postanowienie Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 20 stycznia 2010 r., sygn. akt II AKz 11/10)

Jak wiadomo, w okresie trwającej epidemii sądy wstrzymały działalność orzeczniczą ograniczając się jedynie do rozpoznawania spraw pilnych. Co prawda sprawy aresztowe zaliczane są do tej kategorii, jednak dotyczy to wyłącznie organizacji posiedzeń, w trakcie których rozstrzygana jest wyłącznie kwestia zastosowania bądź przedłużenia izolacji. Rozprawy główne w procesach, w których są stosowane areszty nie odbywają się jednak w ogóle. Stan ten trwa już blisko od półtora miesiąca i nic nie wskazuje na to, aby sytuacja ta zmieniła się w najbliższym czasie, pomimo że w środkach masowego przekazu pojawiają się informacje o planowanym odblokowaniu sądów. Równocześnie bowiem adwokaci z różnych okręgów sądowych publikują w mediach społecznościowych zarządzenia Prezesów Sądów o zdjęciu z wokand wszystkich rozpraw zaplanowanych na maj. Również pracownicy sądów, w tym protokolanci czy asystenci sędziów nie mają jakichkolwiek precyzyjnych informacji, kiedy życie sądowe wróci do normalności. Nadziei na powrót nie dostarcza planowana Tarcza antykryzysowa 3.0. Planowane na jej mocy rozprawy prowadzone w formie wideokonferencji należy odłożyć między bajki. Sądy nie są bowiem technologicznie przystosowane do takich rozwiązań. Od lat nie potrafią przecież poradzić sobie z rejestracją obrazu i dźwięku posiedzeń sądowych z uwagi na brak sprzętu. Naiwnym byłoby zatem twierdzenie, że problem ten zostanie rozwiązany błyskawicznie w skali całego kraju, zwłaszcza w obliczu nadchodzącego kryzysu gospodarczego.   

Jeżeli zatem miesiąc maj będzie kolejnym miesiącem bez aktywnej działalności sądów, wówczas okaże się, że osoby tymczasowe aresztowane przebywają w izolacji blisko kwartał bez faktycznie prowadzonego postępowania karnego i bez perspektywy jego wznowienia, gdyż „uruchomienie” działalności sądów będzie procesem długotrwałym, napotykającym na liczne trudności. Podążając zatem za przywołanym orzecznictwem, nie sposób nie dostrzec, iż przed osobami pozbawionymi wolności otwiera się furtka do jej odzyskania. Uczestnicy procesu nie mogą przecież ponosić negatywnych skutków aktualnej sytuacji, nawet jeśli nie jest ona bezpośrednio zawiniona przez sądy. Oczywiście nie należy się spodziewać hurtowych zwolnień z aresztu. Kropla jednak drąży skałę, dlatego należy podejmować intensywne działania zmierzające do zmiany stosowanych środków zapobiegawczych, zwłaszcza w postępowaniach znajdujących się na zaawansowanym etapie.  

Zdrowie najważniejsze

Zamrożona działalność sądów nie jest jedynym argumentem przemawiającym za refleksją nad rzeczywistą zasadnością utrzymywania najsurowszego środka zapobiegawczego. Każdy, kto w swojej praktyce zawodowej miał styczność z systemem penitencjarnym doskonale wie, że opieka medyczna w zakładach karnych i aresztach śledczych jest w zasadzie fikcją. Dostęp do lekarzy, zwłaszcza specjalistów jest niezwykle trudny, czasochłonny i wymaga wyczerpania żmudnej biurokratycznej ścieżki przed administracją danej jednostki. Areszty nie są przygotowane na opiekę nad osobami zarażonymi COVID-19, ani też na zapewnienie bezpiecznych warunków współosadzonym. Sytuacja ta, pomimo ograniczenia możliwości odbywania widzeń w aresztach stwarza ryzyko, że osadzeni nie będą prawidłowo zdiagnozowani, a przedostanie się wirusa do jednostki penitencjarnej może być tragiczne w skutkach dla setek osób.

Sądy dostrzegają już ten problem. Znane są już bowiem orzeczenia – co istotne, zapadłe w bardzo poważnych sprawach – w których uznano, że osadzeni posiadający poważne choroby współistniejące powinni odpowiadać z wolnej stopy, gdyż ewentualne zakażenie stwarza stan bezpośredniego zagrożenia życia. W miejsce niezbędnego dotychczas aresztu wystraczające okazują się środki wolnościowe, których katalog jest naprawdę szeroki.

Stan epidemii stwarza więc szerokie pole do popisu dla adwokatów zajmujących się procesem karnym. Determinacja i kreatywność może bowiem doprowadzić do odzyskania wolności przez wielu klientów, którzy nie mieli na to szans jeszcze 2 miesiące temu. Wbrew zatem powszechnej opinii, wstrzymanie działalności sądów nie powinno przekładać się na mniejszą ilość pracy, gdyż szans i wyzwań tylko przybywa.  

Adw. Michał Korolczuk
Rudnicki Korolczuk Adwokaci i Radcowie Prawni sp. p.

Powrót